piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział dziewiętnasty - Spotkanie po latach

I cofniemy czas, chociaż o kilka lat. Żebym mogła być twoja i  na ciebie zaczekać. W białą suknię ubrana, wierność tobie przyrzekać. [1]”
12 sierpnia 2016 r.
            Arletta stała wśród głośno skandujących kibiców podczas finałowego meczu Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Jak na złość o złoto walczyła reprezentacja Polski z jej byłym chłopakiem oraz Stanów Zjednoczonych z obecnym narzeczony. Wiedziała, że z jej obecny związek dla jej przyjaciółek jest mało zrozumiały. Przecież gdy kilka lat temu zostawiała Zbyszka argumentowała to faktem, że nie dla niej jest bycie ze sportowcem. Ciągłe przeprowadzki, szukanie nowego miejsca pracy. Jednak ponownie wpakowała się w coś takiego, ale nie zgodziła się na wszystko od razu. Długo uciekała Andersonowi. Nie pozwalała mu się do siebie zbliżyć. Nawet rozważała, że po zakończeniu studiów we Włoszech spróbuje ponownie skontaktować się ze Zbyszkiem. Nawet zdobyła jego nowy numer telefonu, ale wtedy dowiedziała się Kai – która stała obok niej w tym dniu – że przyjmujący układa sobie życie z inną kobietą. Wtedy postanowiła się wycofać. Nie miała zamiaru znowu burzyć mu tego co sobie zbudował. Przez te kilka lat jej uczucia uległy zmianie, ale również zdecydowanie się uporządkowały. Dalej był jej największą miłością życia. Gdyby tylko powiedział jej słowo natychmiast zostawiłaby Andersona i wróciła trwać przy jego boku. Wyjazd do Włoch zmienił również jej podejście do miłości i prób zbudowania czegokolwiek. Już wiedziała, że wymaga to trochę więcej energii niż zakładała na początku.
Z tobą szczęście chcę dzielić na pół
Więc pozwól mi kochać cię, kochać cię znów [1]
            Matt, długo próbował ją po tym pamiętnym meczu przekonać do spotkania na zupełnie neutralnym gruncie. Zgodziła się, bo liczyła, że jak się zgodzi to da jej spokój. Jednak okazało się, że jest to bardzo inteligentny facet, z którym spędziła dobre kilka godzina na rozmowie podczas kawy, gdzie skutecznie obalał jego obraz, który miała w swojej głowie. Równie długo przekonywał ją do kolejnych spotkań. Nie chciała się po prostu w nich angażować. Jednak wyszło jak wyszło. Nagle byli po prostu razem i Arlecie nie przeszkadzało to co mówiły jej przyjaciółki. Bo chociaż minęło pięć lat od jej wyjazdu to dalej miały do niej żal o to jak się zachowała. Panna Mielewska gdy one próbowały nawiązać do tego tematu najczęściej milczała, a one po chwili przestawały o tym mówić. Czy to była miłość? Nie wiedziała, ale z pewnością coś na ten kształt. W jakiś sposób jej na nim zależało i czuła przyjemne ciepło w okolicy serca, gdy się uśmiechał. Potrafił rozproszyć jej złe myśli. Nie umiała porównać tych dwóch uczuć, ale wiedziała, że o Zbyszku nigdy nie zapomni i zawsze będzie miała do niej spokój.
Każda miłość jest pierwsza. Nieważne, czy rzeczywiście jest pierwsza, druga czy dziesiąta, zawsze stawia nas w obliczu nieznanego. [2]
            Szatynka czuła się dziwnie gdy tak obserwowała zmagania Andersona i Bartmana na boisku. Kibicowała oczywiście polskiej kadrze, bo to właśnie biało-czerwone barwy wywoływały w niej poruszenie w tym wyjątkowym dniu dla polskiego sportu. Jednak Mat, który przez wszystkich dziennikarzy sportowych w USA dalej był uważany za Złote Dziecko amerykańskiej siatkówki, powtarzał od kilku tygodni jak bardzo liczy na ten medal. Chciał utrzeć nosa wszystkim, którzy niw wierzyli w jego zespół. Chciała, żeby on też był szczęśliwy w tym dniu, ale wolała żeby to Polacy sięgnęli po złoto tak jak podczas finałowego meczu Ligi Światowej w Bułgarii.
            Nie mogła się skupić na tym co dzieje się na boisku. Myśli uciekały jej do Polski, do pewnego warszawskiego mieszkania, w którym mieszkała Alicja i jej pięcioletni synek Adam. Rudowłosa była wspaniałą matką, która poza swoim synkiem nie widziała świata. Krzysiek Wierzbowski spędzał ze swoim pierworodnym sporo czasu. Udało im się dojść do pewnych porozumień i głównym celem dla nich było wychowanie syna na jak najlepszego człowieka. Żadne z nich nie ułożyło sobie życia ponownie. I chociaż Wierzbowski próbował i kobiet, które chciały mu zbudować dom nie brakowało – to on dalej kochał Luzię, z którą od rozstania nie miał kontaktu. Próbował ją przekonać, że mogą jeszcze być szczęśliwi, ale ona nie chciała go słuchać. Z kolei Alicja miała problem ze znalezieniem mężczyzny, który chciałby związać się z kobietą, która miała już dziecko. Takich brakowało, bo nikt nie chciał dziewczyny z balastem, ale ona nigdy nie żałowała, że urodziła Adama. Przekonała się na własnej skórze, że miłość matki do dziecka jest bezwarunkowa.
Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym. [3]
            Szybko wróciła jednak do Rio, gdzie wszystko zmierzało najprawdopodobniej do piątego seta, który miał zadecydować o wszystkim. Zerknęła na blondynkę, która nerwowo szarpała skórki przy paznokciach. Uśmiechnęła się. Kaja jako jedyna z ich trójki od pięciu lat była szczęśliwą partnerką życiową Michała Kubiaka. Co więcej na jej dłoni widniał niewielki pierścionek zaręczynowy, a skromna ceremonia ślubna miała zostać zawarta dwa tygodnie po Igrzyskach Olimpijskich w urzędzie stanu cywilnego w Częstochowie. Uznali, że tak będzie dla nich lepiej. Chcieli skromnego wesela, na którym byliby tylko ci, których kochali i szanowali. Mielewska miała zaproszenie na ten wyjątkowy dzień dla przyjaciółki, ale cały czas wahała się czy aby na pewno z niego skorzystać. Wiedziała, że tam będzie Zbyszek, a ona musiałaby wtedy się z nim skonfrontować, a tego za wszelką cenę chciała uniknąć. Na każdej imprezie siatkarskiej gdzie się pojawiała to unikała go jak ognia. Podobnie było w Brazylii. Towarzyszyła Mattowi dopiero od ćwierćfinałów, ale wiecznie było nieobecna duchem i zamyślona. Nie chciała z nim rozmawiać. Nie wiedziała nawet co mu powiedzieć. Przecież mógł ją wziąć za najgorszą kłamczuchę na świecie i wcale nie byłaby tym zdziwiona. W końcu najzwyczajniej w świecie zamieniła go na lepszy model. Wątpiła czy uwierzyłby, że tego nie chciała, że chciała do niego wrócić, ale nie mogła mu rozwalać życia drugi raz. Może nie wyglądała na taką, ale posiadała pewien kodeks moralny i się go trzymała.
Jednak los chciał, że jestem z nim
Życie nie zawsze jest proste
Z ognia najczęściej zostaje tylko dym
Gdy człowiek ma za sobą już wiosnę [1]
            - Spokojnie – ujęła w dłonie ręce przyjaciółki. – Wygrają to.
            - Skąd wiesz? – zielone oczy blondynki tylko na nią zerknęły i szybko ponownie obserwowały wydarzenia na boisku.
            - Czuję to. W końcu są Mistrzami Świata, tak?
            Chociaż Bartman nie brał udziału w imprezie organizowanej w jego własnym kraju to jednak do kadry na Igrzyska załapał się. Może nie grał w pierwszym składzie, ale wydawało się Arlecie, która spoglądała na niego z boku, że wydoroślał i zrozumiał wiele spraw. Miała wrażenie, że zaczął rozumieć jak bardzo drużynowym sportem jest siatkówka i jak ważną role odgrywa każdy zawodnik – nawet ten rezerwowy. W czwartym secie ekipa z Polskich cały czas przegrywała pięcioma punktami. To nie mogło się tak skończyć i Mielewska wierzyła, że panowie w końcu się obudzą i odrobią. Nie musiała długo czekać. Bardzo szybko zaczęli punktować. Najwięcej punktów poszło z zagrywki Bartosza Kurka, bo aż cztery. Reszta poszła jak po maśle i cała hala w Rio zaczęła świętować. Dziewczyna rozejrzała się dookoła i zauważyła całą masę biało-czerwonych flag. Poczuła się dumna i uroniła kilka łez. Poczuła, że ktoś przeciąga ją przez tłum i kieruje w stronę band. Tym kimś oczywiście była Kaja, która chciała jak najszybciej pogratulować Michałowi Kubiakowi. Zatrzymane przez ochroniarza pokazały specjalne wejściówki i już bez żadnych problemów znalazły się na płycie boiska.
            Rozdzieliły się. Mielewska podeszła do kilku chłopaków z Polski, z którymi się uściskała. Była z niech piekielnie dumna. Potem szybko odnalazła Matta. Stał oparty o bandy i wpatrywał się w podłogę. Mocno zaciskał dłonie, aż zbielały mu kosteczki.
            - Dla mnie i tak jesteś najlepszy – szepnęła.
            - Szukałem cię – przytulił ją do siebie. Nienawidziła gdy robił to po meczu. Był cały mokry, klejący… Tego dnia jednak jej to nie przeszkadzało.
            - Z czasem srebro będzie złotem – zapewniła go i spojrzała mu w oczy.
            - Co by było gdyby nie ty? – zapytał retorycznie i pocałował ją namiętnie. Stali w zupełnym końcu całego parkietu, więc nie przeszkadzali w przygotowaniu ceremonii dekoracji. W końcu jednak musieli się rozstać, bo przyszedł czas na wręczenie medali.
            Wróciła z Kają za bandy i obserwowały. Wszystko toczyło się szybko i sprawnie. Wybrano najlepszą drużynę całego turnieju i Anderson dostał nagrodę dla najlepiej atakującego.
            - Zbyszek, cię obserwował – szepnęła Kaja.
            - Życie toczy się dalej. Widocznie tak musiało być.
            - Wiesz… Chyba tak. Może nie byliście sobie pisani. Byłam zołzą przez te wszystkie lata, co?
            - Lekką, ale kolor włosów cię usprawiedliwia – Arletta przytuliła przyjaciółkę, a po chwili znowu weszły na boisko gdzie rozpoczęła się walka dziennikarzy o wywiady.
            Amerykanin z kimś rozmawiał, więc ona wdała się w rozmowę z Karolem Kłosem, któremu już drugi wielki turniej z rzędu dostała się nagroda dla jednego ze środkowych. Nagle usłyszała, że ktoś chrząknął za jej plecami. Odwróciła się i zobaczyła Bartmana.
            - Karol, przepraszam. – Odczekała, aż środkowy ją zostawi i spojrzała na Zbyszka. Zieleń jego oczu tak samo na nią działała jak kilka lat temu. Serce zaczęło bić mocniej. Lekki zarost, mocno zarysowana szczęka, włosy w nieładzie. Właśnie takiego go pamiętała.
            - Dawno cię nie widziałem.
            - Tak wyszło. Gratuluję – wychrypiała, bo w gardle jej nagle zaschło.
            - Dzięki. Nie wiedziałem, że jesteś z nim – wskazał głową na stojącego kilkanaście metrów dalej Andersona.
            - Zbyszek…
            - Z tego co pamiętam, co raczej nie chciałaś być ze sportowcem. – Chciała mu przerwać, ale nie pozwolił. – A nie… wybacz, pewnie byłem zbyt biedny. – Ironia wylewała się z każdego jego słowa.
            - To nie tak. Nie planowałam tego. Tak wyszło.
            - Oszukałaś mnie.
            - Nie.
            - Nigdy nie widziałem bardziej zakłamanej kobiety niż ty. Jemu też takie kity wciskasz?
            - Licz się ze słowami Bartman! To mój przyszły mąż!
            - Och, zapomniałem, że ja nie byłem godny.
            Podeszła do niego, aż poczuła bijące od jego ciała ciepło.
            - Oddałabym wszystko żebyś to ty był na jego miejscu, ale nie mogę cofnąć czasu. To tobie powinnam przyrzekać w białej sukni, że cię nie opuszczę do śmierci. Może jednak po prostu nie byliśmy sobie pisani? Zbyszek, nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiem, że jesteś teraz z kimś, więc nie spieprz tego. Pogódźmy się z przeszłością, bo czasu i tak nie cofniemy, a tych marzeń i tak nie spełnimy.
Popłyniemy daleko
Z naszych marzeń rzeką
I cofniemy czas
Chociaż o kilka lat
Żebym mogła być twoja
I na ciebie zaczekać
W białą suknię ubrana
Wierność tobie przyrzekać [1]
            Uśmiechnęła się delikatnie i pocałowała go w policzek, a następnie skierowała swoje kroki w stronę Amerykanina. Objął ją w talii i przytulił mocno. Kochali się wzajemnie dalej, ale ich życia zabrnęły zbyt daleko w czasie rozłąki by móc je tak po prostu zniszczyć.
Jest taka miłość, która nie umiera, choć zakochani od siebie odejdą [4]
_________________________
[1] Alexandra – „Popłyniemy daleko”
[2] Paulo Coelho
[3] Phil Bosmans
[4] Jan Twardowski
Ilość rozdziałów: 19
Ilość stron: 113
Ilość słów: 33 131
________________________
Uffffff... Dobrnęłam do końca, który początkowo nie tak miał wyglądać. Arletta miała wrócić do Zbyszka i mieli być szczęśliwi, ale wyszło jak wyszło. 
Chcę Wam powiedzieć... Mam tyle myśli w głowie, ale jedna jest szczególna: DZIĘKUJĘ
Wszystkim, którzy pisali komentarze oraz tym, którzy uważali, że lepiej nic nie pisać. Czułam Waszą obecność. Wspaniale było czytać Wasze przemyślenia. 
Życzę Wam szczęścia w te Święta Wielkiejnocy. Spokoju serca i cudownego czasu spędzonego z rodziną. 
Jakby ktoś chciał jeszcze coś spod mojego pióra przeczytać to zapraszam na: WYBÓR SERCA
Wasza Lady Spark 

piątek, 27 marca 2015

Rozdział osiemnasty – „Nowe miejsce”

I wiem, że los mi otwiera drzwi.” [2]
1 luty 2011 r.
            Arletta nawet nie wiedziała kiedy minęło ponad dwa tygodnie od jej przyjazdu do Modeny. Wszystko działo się w zastraszająco szybkim tempie. Poznawanie miasta, ludzi, ogarnięcie planu zajęć a także wydziału. Czuła się jakby wpadła w sam środek tornada. Nie miała nawet kiedy porozmawiać przez video rozmowę z przyjaciółkami. Musiały wystarczyć im zwyczajne wiadomości na komunikatorze, który Polka uruchamiała tylko wieczorami gdy zasiadała do kolacji. Mentalność Włochów była zupełnie inna od wiecznie śpieszących się Polaków. Tu nikt się niczym nie przejmował, wszystko było robione ze stoickim spokojem i ciągle powtarzanym „con calma” [1]. Początkowo Mielewskiej ciężko było się do tego przyzwyczaić. Nauczona i przyzwyczajona do zupełnie innego trybu życia nie mogła się odnaleźć. Nawet na imprezy chodziło się tu dopiero chwilę po północy. Jednak cieszyła się, że podjęła decyzję taką a nie inną. Mogła w praktyce wykorzystać swój drugi język, a także poznać wiele nowych osób. Oczywiście, że tęskniła z Kają i Alicją, bratem i rodzicami. Brakowało im jej, bo nie mogła w każdej chwili wyciągnąć telefonu i się z nimi skontaktować.
Na dodatek odczuwała tęsknotę za Zbyszkiem. Brakowało jej jego zielonych oczu i tego charakterystycznego dla niego poczucie humoru. Żaden inny męski głos nie wprawiał jej serca w przyśpieszone bicie i nikt nie doprowadzał ją do takiego szaleństwa samym dotykiem nawet przy zwykłym powitaniu. Czasami łapała się na tym, że wybijała treść wiadomości do niego, ale w odpowiednim momencie wycofywała się. Obiecała sobie, że już nigdy więcej go nie skrzywdzi, a taka wiadomość mogłaby to zrobić. Zasługiwał na kogoś kto będzie go szanował i przeleje całą swoją miłość tyko na niego. Ona była egoistką. Myślała gównie o sobie. Liczyło się tylko jej własne ja. I chociaż dla osób, które kochała i szanowała była w stanie zrezygnować ze swoich planów tu cena była zbyt wysoka by móc bez większych wątpliwości pójść za głosem serca.
I wiem, że los mi otwiera drzwi.
Chciałabym porównać to do Ciebie dziś.
Rozglądam się dokoła i..
W moim świecie nie ma nic, jak Ty!
Jak Ty! [2]
Była pewna, że gdyby Zbyszek dostał propozycję gry w innym klubie poza granicami kraju nie zastanawiałby się nawet chwili tylko podpisał kontrakt a ją poinformowałby o tym po fakcie dokonanym. Byli zbyt wielkimi indywidualnościami by żyć w takim związku. Potrzebowali kogoś kto byłby w stanie bardziej zrezygnować z siebie niż oni sami ze swoich planów.
Oczywiście była wtedy egoistką, choć może odrobina egoizmu jest niezbędna, żeby świat do końca nie stracił swojego uroku. [3]
            - Nina! – Większość włoskich kolegów i koleżanek  używało jej drugiego imienia ze względu na trudności z wymówieniem pierwszego. Nie mogła się do tego przyzwyczaić, więc często po prostu na to nie reagowała. – Jest praca – to Andrea, który był przewodniczącym kółka dziennikarskiego zatrzymał ją nim opuściła wydział.
            - Jaka? – Od początku przyłączyła się do nich, bo przecież miała zdobywać doświadczenie. A kółko często dostawało zaproszenia od klubu siatkarskiego, który uczestniczył w najwyższych rozgrywkach włoskiej ligi [4].
            - Mamy dwie wejściówki na mecz Modeny. Sprawdzimy jak się masz w roli dziennikarza. Liczymy na ciekawy wywiad – rzucił Andrea, gdy zostawił w jej rękach jedną akredytację i odszedł do samochodu, którym przyjechał.
            Arletta nie wierzyła w to co się właśnie stało. Ona nigdy nawet w Warszawie czegoś takiego nie robiła, a co dopiero w obcym kraju i w innym języku. Spojrzała na datę, która widniała na wydrukowanej kartce papieru. Za dwa dni. Miała tylko 48 godzin by ogarnąć obecnych zawodników klubowych jak i wszelką historię rozgrywek tego sezonu.
            - Zapowiadają się wesołe noce – mruknęła do siebie i skierowała swoje kroki w stronę mieszkania, gdzie wynajmowała pokój.
3 luty 2011 r.
            Arletta speszona weszła do środka hali w Modenie. Przełknęła niepewnie ślinę i niepewnie pokazała ochroniarzowi akredytację. Bez żadnego słowa została wpuszczona tam gdzie normalni kibice nie mają prawa wejścia. Znalazła wolne miejsce i usiadła z postanowieniem żeby nie ruszać się już nigdzie. Z torebki wyjęła dyktafon oraz notes, w którym zanotowała kilka najważniejszych faktów. Zawodnicy powoli zaczęli pojawiać się na boisku i rozgrzewać. Kibice też zapełniali powoli trybuny.
            Dziewczyna od razu zauważyła, że w gorącej Italii ludzie przychodzący na mecze tak samo jak w Polsce kochają siatkówkę i chcą przede wszystkim oglądać świetne widowisko. Okazują spory szacunek dla drużyny przyjezdnej. Wszystko wyglądało tak jak powinno. Nie bez powodu przecież od dobrych kilku lat to włoska liga uważana była za jedną z najlepszych, a to wszystko głównie z powodu pieniędzy, które oferowano tam zawodnikom za granie. Jednak złote czasy dla tego sportu w tym kraju powoli zmierzały ku końcowi. Nie było to jeszcze tak widoczne żeby odstraszać największe gwiazdy, ale z pewnością włodarze klubowi wiedzieli, że ich złote czasy szybko się skończą gdy nie będą wstanie zaoferować swoim gwiazdom odpowiednio wysokich kontraktów.
Pieniądze dają ci władzę nad umysłami innych. [5]
Arletta jako pierwszy swój włoski mecz za bandami reklamowymi dostała pięciosetowy bój wygrany przez drużynę z Modeny. To co działo się później przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Ludzie zaczęli rzucać się sobie w ramiona a dziennikarze natychmiast podeszli do wyznaczonej strefy. Polka zauważyła kątem oka dziewczynę z klubu dziennikarskiego jej uniwersytetu pomachała jej, ale jej koleżanka nie odwzajemniła gestu. Odwróciła się w lewo by zrobić miejsce pewnej starszej pani i wpadła na coś twardego, a raczej na kogoś. 
- Wszystko w porządku? – usłyszała po angielsku, gdy czyjeś ramiona uchroniły ją przed upadkiem, a ona poczuła dziwny uścisk w żołądku. Spojrzała w górę i zobaczyła zielone tęczówki, chociaż o jeden odcień jaśniejsze niż te do których przywykła. 
- Tak, chyba  tak – odpowiedziała niepewnie i spojrzała na ręce siatkarza, które dalej ją trzymały. 
- Przepraszam. 
- To ja przepraszam. Musze patrzeć jak chodzę. – Mężczyzna miał już odejść, gdy zawołała za nim. – A mogę liczyć na mały wywiad? – spytała z uśmiechem, któremu nie oparłby się żaden mężczyzna. 
- Jasne – zgodził się bez problemu. 
- Arletta Mielewska – przedstawiła się i włączyła dyktafon. 
- Matt Anderson – w zwyczaju miał przedstawiać się każdemu dziennikarzowi. 
[...] przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu [...]. [6] 
________________________
[1] Tłumaczenie: Spokojnie
[2] Liber & Natalia Szroeder – „Porównania”
[3] Matt Haig
[4] Lekko to przyśpieszyłam.
[5] Vikas Swarup
[6] Julio Cortazar 
_________________________
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo Arletta działa mi na nerwy. Jej zachowanie jest zupełnym przeciwieństwem mojego, ale chyba na tym też to polega: stworzyć postać, która będzie denerwować autorkę, bo przecież nie zawsze można kochać wszystkich.
Najbardziej lubię Kaję ;), bo chyba jest mi najbliższa pod względem zachowania.
A jakie są Wasze typy?
Jeszcze tylko jeden.
Lady Spark 

piątek, 20 marca 2015

Rozdział siedemnasty – Stawić czoło problemom

„Wszystkie moje okna wciąż są rozbite. Jednak stoję na nogach. [3]”
20 stycznia 2011 r.
            Podjął decyzje. Wiedział, że musi tak postąpić. Musiał być odpowiedzialny. To nie była tylko wina Alicji, że jest w ciąży. Gdyby tamtego wieczora nie wypił zbyt dużo to wszystko byłoby bez zmian, do niczego by nie doszło. Nie mógł jej zostawić z tym samym, a przynajmniej nie mógł odsunąć się tak po prostu od swojego dziecka i udawać, że ono nie istnieje. Nie mógłby sobie już nigdy spojrzeć w twarz, ani też temu dziecku, które kiedyś i tak by go odnalazło. Musiał stawić temu czołu i przyjąć na swoje barki to co los mu dawał, chociaż nie zgadzał się z tym to każda inne decyzja byłaby błędem. Może i byłby szczęśliwy, może i on z Luzią byliby razem, ale przecież ominęłoby go tyle ważnych rzeczy z życia tego maleństwa.
W życiu nie ma nic pewnego, ale jedno wiem - trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, przyjąć odpowiedzialność za swoje uczynki. [1]
            Nie tylko czekała go rozmowa z Alicją, ale również z jego długoletnią partnerką przed którą ukrywał prawdę. Sądził, że ucieknie przed błędem, ale ten perfidnie go wyprzedził. Co do tego, że jego związek się rozpadnie nie miał złudzeń. Luzia jasno postawiła sprawę na początku ich znajomości. Jeśli ją zdradzi ona go zostawi. Była w stanie wybaczyć wiele jak zabawy do późnych godzin nocnych z kolegami, jego sportowy tryb życia czy też samotne imprezy w gronie rodzinnym, ale nie zdradę. To była jedna z tych rzeczy, których nie darowała nikomu i nie zamierzała swojej obietnicy łamać.
            Krzysiek, schował twarz w dłoniach. Nigdy nie czuł się tak podle jak w tej chwili. To był jeden z najgorszych momentów w jego życiu. To uczucie gdy czuł, że całe jego dotychczasowe życie zmieni się na zawsze, a on nie może nic na to poradzić. Rodzice wpoili mu, że wszystko ma swoje znaczenie w życiu i chociaż nie zawsze pojmujemy tego sens to warto z pokorą przyjąć każdy bat na plecy by potem być silniejszym niż się było.
            - Wierzba, idziemy? – To Michał Kubiak wyrwał kolegę ze świata swoich myśli. Blondyn rano przed treningiem podszedł do niego i spytał czy mógłby z nim się zabrać do mieszkania jego dziewczyny jak tylko będzie tam jechał. Kubiak spojrzał na niego sceptycznie, ale dostał zapewnienie, że ma sprawę do wyjaśnienia z jej współlokatorką. Michał, kiwnął głową na znak zgody. Doskonale znał położenie Wierzby, ale nie zamierzał mu doradzać dopóki kolega sam go o radę nie poprosi.
            - Tak, tak – Wierzbowski zebrał się z ławeczki w szatni i jak na skazanie ruszył za klubowym rywalem. W myślach cały czas przekonywał się o słuszności swojej decyzji, że ona kiedyś zaprocentuje. Przecież zobaczenie uśmiechu swojego dziecka musi być ogromnym uczuciem szczęścia, które wypełnia cię całego. Tylko ta myśl utrzymywała go przy swoim postanowieniu, że jego dziecko będzie miało rodzinę, w której każdy z rodziców będzie miało określone role i może on nie będzie codziennym tatą, ale gdy tylko dostanie szansę na spotkanie wykorzysta czas by mieć wpływ na to młode życie, które poczęło się w pewną październikową noc na Majorce.
            Przez całą drogę nie odezwali się do siebie słowem. Ciszę wypełniał tylko spiker z radia i to wszystko. Kubiak miał przeczucie, że jego kumpel chce przekazać Alicji coś ważnego. I tak dowiedziałby się o tym prędzej czy później. Po pół godzinnej podróży przez wiecznie zakorkowaną stolicę znaleźli się pod blokiem gdzie wynajmowały mieszkanie już dwie a nie trzy studentki. Michał musiał przyznać, że przez te kilka miesięcy życie całej szóstki zmieniło się znacznie. Wierzba miał zostać ojcem, a matką jego pierwszego dziecka miała być kobieta, której on kompletnie nie znał. Arletta i Zbyszek, chociaż szaleńczo w sobie zakochani rozstali się w atmosferze kłamstwa i wzajemnych oskarżeń o brak zrozumienia, a Bartman na dodatek sta się najbardziej mrukliwym i posępnym członkiem warszawskiej ekipy. I tylko on znalazł szczęście, chociaż najmniej na nie zasługiwał. Pogrążony we własnej żałobie po stracie Moniki prawie pozwolił wymknąć się swojemu obecnemu aniołowi. Kaja pomogła mu stanąć na nogi i uwierzyć, że miłość jest możliwa i nie potrzeba do tego wcale wielkich fajerwerków żeby się pokazała. Czasami wystarczy po prostu bliskość kogoś i wzajemne zaufanie, a cała reszta przychodzi z czasem i urasta do czegoś trudnego do napisania.
- Ja wierzę raczej w uczucie budowane dzień po dniu z podziwem i szacunkiem. Dla mnie miłość nie musi iść w parze z fajerwerkami, ze światłem, który wywraca się do góry nogami; to raczej ciepłe gniazdko, gdzie czujemy się bezpieczni i kochani. [2]
            Michał wszedł do mieszkania dziewczyn bez pukania, a za nim jak cień wkroczył Wierzbowski. Kuchnię omiótł wzorkiem i doszedł do prostego wniosku, że w tym pomieszczeniu nie ma Alicji. Dopiero po chwili wyłoniła się z jednego z pokoi. Ubrana w czarnobiałą bluzkę idealnie przylegającą do jej ciała oraz czarne legginsy Spojrzała zaskoczona na niego i Kubiaka jakby oczekiwała jakichkolwiek wyjaśnień czemu nachodzi ja w miejscu całkowicie prywatnym.
            - Ja poczekam na Kaję w jej pokoju – Kubiak ulotnił się nim rudowłosa w jakikolwiek zaoponowała. Chociaż i tak wiedziała, że nie powinno go tu być, bo to są tylko ich prywatne sprawy. Gestem ręki zaprosiła przyjmującego do swojego pokoju i zamknęła drzwi gdy znaleźli się w tym niewielkim pomieszczeniu zawalonym książkami o strategiach marketingowych.
            - Mogłeś zadzwonić. – To było tak bardzo nienaturalne, a przecież rozmawiała z ojcem swojego przyszłego dziecka. Człowiekiem, którego powinna w jakikolwiek sposób znać i szanować, a ona wiedziała tylko, że jest sportowcem. Poczuła się żałośnie i zachciało jej się płakać.
            - Wiem, że długo milczałem, ale musiałem to wszystko przemyśleć. – Kompletnie zignorował to co do niego powiedziała. – Pewnie pomyślałaś, że kompletnie się wycofałem i masz sobie radzić sama… To była ciężka decyzja, najcięższa jaką kiedykolwiek musiałem podjąć. Wiem, że moje życie po prostu już nigdy nie będzie takie samo, a nie jest łatwe pogodzić się z czymś takim. – Nie przerywała mu, ale nawet nie miała pojęcia do czego zmierza ten wysoki mężczyzna. Owszem gdy milczał, doszła do wniosku, że stchórzył i wycofał się. – Stracę wszystko, a raczej osobę, którą kochałem. Luiza mi tego nie wybaczy. Wcale jej się nie dziwię. Jednak nie mogę postąpić inaczej. Muszę uczestniczyć w życiu dziecka. – Gdy Ala usłyszała ostatnie zdanie usiadła na krześle, o które się opierała.
            - Nie sądziłam…
            -… że okażę się mężczyzną? Tak sam tego po sobie się nie spodziewałem. Jednak wiesz, nie umiałbym spojrzeć sobie w twarz każdego ranka gdybym żył ze świadomością, że moje dziecko nawet nie wie kim jestem, że ja nie wiem kim ono jest, jaki ma kolor oczu, jak brzmi jego śmiech, że nawet nie wiem jak ma na imię i jakich warzyw nie lubi.
            - Krzysiek… Dziękuję i obiecuję, że nie będę utrudniała ci kontaktów z dzieckiem. Zrobię wszystko byś mógł być blisko niego tak jak będziesz chciał.
            - Jeśli czegoś teraz potrzebujesz lub będziesz potrzebować to daj znać. I czy ja…
            - … tak możesz być przy kolejnym badaniu USG. Napiszę ci smsem termin gdy będę go znała – powiedziała z lekkim uśmiechem.
            Nie zabawił u Alicji długo. Uzgodnili tylko kilka szczegółów i reguł jakimi się będą kierować. Musieli znaleźć pewne rozwiązania już teraz. On obiecał, że będzie płacił na dziecko alimenty, ale także nigdy nie odmówi większej pomocy gdy zajdzie taka potrzeba. Uprzedził lojalnie dziewczynę, że nie będzie grał w Politechnice wiecznie, więc możliwe, że w przyszłości będzie musiał się wyprowadzić, ale nie chciał by to zaważyło na jej zdanie o kontaktach. Zapewniła go, że zna tajniki jego pracy i zrobi wszystko by dziecko odczuło tą całą dziwną sytuacje jak najmniej. Przemierzając ulice swojego rodzinnego miasta zastanawiał się jak na to wszystko zareaguje rodzina. Wiedział, że matka będzie dumna, że zachował się tak jak go wychowywała, ale z pewnością zawiedzie się na jego poczuciu wierności. Nie rozumiał czemu jako dziecko chciał być dorosły, przecież dorosłość jest do bani, to ciągłe podejmowanie decyzji i rozwiązywanie problemów, których się narobiło tak wiele było zdecydowanie do niczego i nie miało w sobie nic z wyobrażeń dziecka.
            Stanął przed drzwiami mieszkania, które zajmował ze swoją dziewczyną. Za chwile wszystko się rozsypie, jak domek z kart. Jednak musiał żyć w zgodzie ze sobą. Gdzieś w głębi duszy liczył na to, że Luiza mu wybaczy, ale miał też świadomość, że szatynka nie należy do tego typu kobiet. Wszedł do pomieszczenia i od razu zorientował się, że siedzi w pokoju dziennym, bo dobiegał go hałas telewizora. Zdjął buty i włożył je do szafki, a kurtkę odwiesił. Poszedł prosto do niej.
            - Krzysiek? Coś się stało? – Luiza była mistrzynią w wykrywaniu jego humorów, od razu zorientowała się, że coś jest nie tak.
            - Muszę ci coś powiedzieć.
            - Coś nie tak z twoją mamą?
            - Nie, z nią wszystko w porządku. Pamiętasz wyjazd na Majorkę?
            - O co chodzi? – od razu wezbrała w niej czujność.
            - Była tam pewna impreza, spiłem się. Sam nawet nie wiem czemu. Możliwe, że miałem dość wiecznie rozpaczającego Kubiaka. Nie pamiętam wiele z wyjątkiem tego, że obudziłem się obok dziewczyny, która poleciała z nami. – Luiza odsunęła się od niego. – Wyjaśniłem, że nic z tego nie będzie i nie kontaktowałem się z nią od tego czasu. Jednak kilkanaście dni temu przekazała mi wiadomość, że jest w ciąży.
            - Zamierzałeś mi się kiedykolwiek przyznać do tego, że mnie zdradziłeś? – Z jej zielonych oczu popłynęły słone krople.
Gdy opada dym
Budzę się i wyplątuję Cię ode mnie
Czy czułbyś się lepiej
Widząc mnie krwawiącą?
Wszystkie moje okna wciąż są rozbite
Jednak stoję na nogach. [3]
            - Gdyby nie była w ciąży nigdy bym ci tego nie powiedział. – Nie było sensu ukrywać prawdy. Liczył, że może jednak coś da się z tego uratować. – Nie chciałem tego Luiza.
            - Trzeba było pomyśleć jak szedłeś z nią do łóżka!
            - Byłem pijany! Wiem, że popełniłem błąd! Nie musisz mi tego mówić, ale może spróbujmy jednak być ze sobą mimo to? Daj mi szansę go naprawić.
            - Krzysiek, będziesz miał dziecko z obcą kobietą. Jak mam się czuć? Jak mam być z tobą i żyć ze świadomością, że w przyszłości możesz kochać jej dziecko bardziej niż moje?
            - To się nigdy nie stanie…
            - Już sam sobie przeczysz. To koniec Krzysiek.
Przyglądam się
Łapiąc łzy w swoje ręce
Tylko cisza jako zakończenie,
Jakbyśmy nigdy nie mieli szansy
Czy musisz sprawiać, że czuję się jakby
Nic ze mnie nie zostało? [3]
_____________________
[1] Cecelia Ahren
[2] Barbara Baraldi
[3] Demi Lovato – „Skyscraper”
_______________________
Cały rozdział o Wierzbowskim, ale jego sytuacja tego wymagała, więc musiałam. 
Jeszcze tylko dwa :) 
Lady Spark 

piątek, 13 marca 2015

Rozdział szesnasty - Przeciwności losu

„Fortuna to niestała dziwka zwariowana na punkcie ironii [1]
10 stycznia 2011 r.
            W niewielkiej warszawskiej kawiarence siedziała wysoka, rudowłosa dziewczyna. Nerwowo stukała paznokciami o ciemną powierzchnie stolika, przy którym siedziała. Spojrzała na zegarek. Spóźniał się. Był wściekły kiedy do niego zadzwoniła. Przecież miała zapomnieć o tym co wydarzyło się jednej nocy na Majorce. Gdy wypowiedział to zdanie ona uśmiechnęła się ironicznie. Cóż będzie to dość trudne – szepnęła w myślach i poprosiła go o pilne spotkanie i zapewniła, że nie ciągnęłaby go na drugi koniec stolicy gdyby rzecz nie była pilna i nagląca. Po dłuższej chwili milczenia, kiedy rozmówczyni myślała, że się rozłączył, zgodził się, ale zaznaczył, że nie poświęci jej wiele czasu. Nie była tym zdziwiona. Przecież od tego pamiętnego opublikowania zdjęć nawet o nim nie pomyślała. Dopiero gdy okazało się, że jest w ciąży zrozumiała, że on nigdy nie zniknie z jej życia i że jej własny los już nigdy nie będzie taki sam. Ich ścieżki niespodziewanie splotły się do końca życia.
Fortuna to niestała dziwka zwariowana na punkcie ironii [1]
            Brzuszka jeszcze nie było widać. Spokojnie mieściła się w swoje normalne ubrania, ale była przekonana, że w końcu i jej odmienny stan wyjdzie na jaw. Długo zastanawiała się czy mu powiedzieć. Bała się jego reakcji. Było tyle możliwych scenariuszy, że nie wiedziała ku któremu się skłaniać. Raczej była zdanie, że on po prostu powie jej by spadała na drzewo i sama rozwiązała swój problem. Umyje ręce jak typowy facet. Była na to gotowa. Jakiejkolwiek decyzji on by nie podjął ona była zdecydowana urodzić i wychować to dziecko. Zaakceptowała swój stan i chociaż jeszcze nie przyznawała się do tego sama przed sobą to wyobrażała sobie jak to maleństwo, które nosi pod sercem będzie wyglądało, jak potoczy się jego życie. Choć nie przyznawała tego głośno to już je kochała miłością bezwarunkową – taką którą jest w stanie zrozumieć tylko matka.
Kiedy jesteś tak wystraszona
Nikt nie wyciąga ręki aby cię złapać
Kiedy zgubiłaś się na zewnątrz
Spójrz w głąb swojej duszy [2]
            Przyszedł spóźniony o piętnaście minut. Bez słowa podszedł do niej i usiadł naprzeciwko. Kelnerkę zbył ruchem ręki, co znaczyło, że nie ma ochoty niczego pić ani tym bardziej jeść. Nie wiedział czego ta kobieta od niego chce, ale był wściekły gdy zadzwoniła. Przecież powiedział jej, że to wszystko było pomyłką. Kochał swoją obecną narzeczoną i nie zamierzał dla jednonocnej przygody rezygnować z całego swojego życia. Na dodatek ona zapewniała go o tym samym, więc czego mogła chcieć? Liczy że szybko się dowie i równie szybko wróci do swojego poprzedniego życia.
            - Mów. Mam mało czasu. – Nie była zdziwiona brakiem powitania z jego strony. Uśmiechnęła się lekko mimo wszystko, bo ciąża zmienia wszystko, łącznie z nastawieniem do pewnych spraw.
            - Cóż ta sprawa raczej nie zajmie nam mało czasu – powiedziała i upiła łyk zielonej herbaty.
            - Czego chcesz? Pieniędzy? Mówiłem od początku, że z tego nic nie będzie.
            - Uwierz mi, że gdyby sytuacja mnie nie zmusiła do tego to w życiu byś już o mnie nie usłyszał. Krzysiek, za kogo mnie masz? Może i nie poznałam cię zbyt dobrze, ale nie sądziłam, że oceniasz tak płytko ludzi.
            - O co chodzi? – Nie pozwalał się zagadać.
            - Jestem w ciąży. Nie długo zacznie się trzeci miesiąc. – Zaniemówił. Nie tego się spodziewał. Mocniej zacisnął dłonie na kolanach. To był jakiś kiepski żart z jej strony. – Długo zastanawiałam się czy w ogóle ci o tym mówić… Doszłam do wniosku, że jednak zasługujesz żeby to wiedzieć i by podjąć decyzję czy chcesz uczestniczyć w życiu dziecka. – Mowa, którą sobie przygotowała wzięła w łeb już na samym początku. Wszystko szło nie tak jak powinno. – Nie chce od ciebie żadnych pieniędzy. Jeśli zdecydujesz się wycofać to ja to zrozumiem i zaakceptuję i nie będę występować o alimenty. Chodzi o to, że chcę wiedzieć co w przyszłości mam powiedzieć dziecku, gdy zapyta o tatę.
            - Czyli jeśli się wycofam to po prostu powiesz, że go nie chciałem? – Nie dowierzał, że życie może być tak okropnie niesprawiedliwe. Przecież to była jednorazowa przygoda, na dodatek pomyłka, której okropnie żałował, a na dodatek z tego wszystkiego powstało dziecko. To było za dużo.
            - Powiem prawdę. Od początku do końca. Nie mogę cię jednak zapewnić, że dziecko w przyszłości nie będzie chciało cię odnaleźć. Ja też tego nie chciałam, ale stało się. Jesteśmy dorośli i musimy ponieść tego konsekwencje, nawet jeśli są one tak duże. Daję ci prawo wyboru.
            Nic nie powiedział. Po prostu wyszedł gdy ona kończyła mówić. Tak jak się spodziewała uciekł bez słowa.
Kiedy nikogo wokół nie ma
Spójrz we własne wnętrze
Jak najstarszemu przyjacielowi
Zaufaj głosowi z wewnątrz
Wtedy znajdziesz swą siłę
Która cię poprowadzi
Jeśli tylko nauczysz się zacząć
Ufać głosowi z wewnątrz [2]
***
12 stycznia 2011 r.
            Czekała, aż zostanie wezwana do odpowiedniego stanowiska. Towarzyszyły jej Alicja i Kaja, które siedziały w milczeniu. Nie mogły się pogodzić, że o to ich wieczny trójkąt nagle się rozpada. Zawsze były we trzy. Ich przyjaźń była na dobre i złe, ale czy była w stanie przetrwać taką ilość kilometrów? Tego pewne nie były. Musiały jednak wierzyć. Na dodatek Arletta od kilku tygodni była zupełnie nie obecna duchem. Cały czas spędzała swoim pokoju pod pretekstem pakowania i sprawdzania się czy ma wszystkie rzeczy, czy też może musi wrócić po coś do rodzinnej Częstochowy. Przyjaciółki nie chciały nic mówić, ale wiedziały, że za ten stan rzeczy odpowiedzialny jest Zbyszek. A w zasadzie to, że Arletta nie zdecydowała się kontynuować tego związku. Chociaż nie przyznała im się otwarcie to one wiedziały swoje, że go kocha.
Ich związek był tak dziwny. Chociaż żyli blisko siebie to jednak nie spotkali się nigdy wcześniej i dopiero wspólne wakacje ich zbliżyły. Dosłownie jak w tanim romansie. Wszystko układało się dobrze, aż do czasu. Blondynka zerknęła na Mielewską i dalej uparcie trwała przy swoim, że gdyby ta powiedziała wszystko Bartmanowi wcześniej z pewnością znaleźli by jakieś rozwiązanie tej całej sytuacji. Możliwe, że nawet przetrwaliby te kilka miesięcy w rozłące, a następnie on znalazłby jakiś dobry klub we Włoszech. Kaja była zdania, że wszystko dałoby się inaczej rozwiązać. A na co postawiła jej przyjaciółka? Ukrywanie i robienie z tego tajemnicy.
Spotkanie jakich mało
na środku świata im zdarzyło się.
Czy mogło być inaczej
i dłużej trwać choć o jeden sen? [3]
Arletta, nie czuła się dobrze z tym jak to zakończyła. Wielokrotnie podczas minionych tygodni miała ochotę pójść do Zbyszka i błagać go by spróbowali. Jednak znała siebie zbyt dobrze by wiedzieć, że jeśli Am coś pójdzie nie tak to zrani go jeszcze bardziej, a tego nie chciała. Paradoksalnie i tak go skrzywdziła, bo złamała mu serce, ale nie spodziewała się, że ten playboy Bartman się w niej zakocha. Gdyby ktoś jej to powiedział przed wyjazdem z pewnością by go wyśmiała. Przecież znała go z opowieści brata i wszystko wyglądało zupełnie inaczej. To miał być nic nie znaczący romans, a wyszło zupełnie odwrotnie. Swoim złamanym sercem się nie przejmowała, bo wiedziała, że rzucając się w wir nowych obowiązków uda jej się go pokonać, ale bała się o niego, bo przecież walczył o miejsce w kadrze. Chciał zdobywać medale dla Polski, a nie wiedziała jak silną ma psychikę.
Rozstanie jakich wiele
na zawsze drogi im rozeszły się.
Czy mogło być inaczej
lub wcale nie być?
Bóg to jeden wie. [3]
Spojrzała na telefon, który wibrował na jej kolanach. Chociaż wyświetlał się numer, który znała na pamięć nie odebrała. Nie chciała z nim rozmawiać tego dnia ani żadnego innego. Przecież to nie tak miało się skończyć. Zastanawiała się czemu nie mogła go poznać po powrocie z Włoch, przecież to niczego by nie zmieniło. Wszystko byłoby dokładnie tak samo z tym, że ona byłaby po największej przygodzie swojego życia i możliwe, że pragnęłaby stabilizacji u jego boku. W tym momencie to było zupełnie nie możliwe, czuła potrzebę wyjazdu i nadrobienia tych kilku lat, które spędzała przykuta do biurka marząc o tym wyjeździe. Cały czas zastanawiała się czy nie spotkali się o kilka lat za wcześnie.
Już za późno lub za wcześnie by z sobą być.
Ruszył pociąg drzwi zamknięte są, za nimi świt. [3]
Zamknęła oczy by opanować łzy gromadzące się pod powiekami. Nie chciała by słone kropelki popłynęły po jej policzkach. Bała się, że straciła swoją szansę na wielką miłość. TO byłoby tak bardzo niesprawiedliwe. Wszystko czego pragnęła to osiągnąć sukces tam we Włoszech i dopiero się zakochać,  jej marzenia przyszły w zupełnie odwrotnej kolejności i zupełnie nie wiedziała dlaczego. Chciała o nim zapomnieć i to jak najszybciej.
Bóg wysłuchuje tych, którzy błagają o łaskę zapomnienia dla nienawiści, lecz głuchy jest na głos tych, którzy chcą uciec przed miłością. [4]
Gdy usłyszała kobiecy głos dobiegający z głośników, który informował, że pasażerowie jej lotu mogą zbliżac się do przejścia biletowego wstała i przytuliła się do przyjaciółek.
- Przyjaźń na zawsze, pamiętacie? – Spytała i zaczęła płakać.
- Na zawsze – potwierdziła Alicja. – Pisz, dzwoń, smsuj. Cholera jak ja będę tęsknić za twoim ciętym językiem Arletta!
- A ja za twoją wieczną ironią i dobrymi radami Kai. Kocham was jak siostry.
- My ciebie też – blondynka otarła słoną łzę z policzka. – Odwiedzimy cię. – Zapewniła.
- Liczę na to. Przyjaźń na zawsze. – Powiedziała.
- Przyjaźń na zawsze – powtórzyły jak echo przyjaciółki i pozwoliły odejść jej ku nieznanemu.
Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią... [5]
_________________
[1] Glen Cook
[2] Christina Aguilera – „The voice within”
[3] Ewelina Flinta – „Nieskończona historia”
[4] Paulo Coelho
[5] Joanne Kathleen Rowling 
___________________
Moje postacie zdecydowanie od dłuższego czasu żyją swoim własnym życiem. 

Do następnego! 
Przy okazji zapraszam tu:

Szablon wykonany przez Lady Spark